Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. [ akceptuję ]

Wartości człowieka nie można sprowadzić do papieru

Okres Świąt to idealny moment, aby zwolnić i zdać sobie sprawę, co w życiu jest naprawdę ważne. Z pewnością nie jest to praca, przeklinana przez nas każdego dnia, gdy zmęczeni wracamy do domu, w którym jesteśmy bardziej gośćmi niż stałymi bywalcami. Nie jest to też gonitwa za karierą i sukcesem, a szczególnie udział w dziwnym wyścigu po kolejne certyfikaty i dyplomy. Czy was też denerwuje sprowadzanie wartości i przydatności człowieka w danej pracy do papieru, który niekoniecznie potwierdza jego faktyczne kompetencje? Jeśli tak, ten tekst jest dla dla was.

Diabeł tkwi w pasji

Nie zaprzeczamy, że istnieją zawody, w których wiedza i odpowiednie kwalifikacje są niezbędne. Jednak jeśli praca nie jest naszą pasją (tu piszemy jak ją odnaleźć) i nie przynosi nam radości – żaden certyfikat nie uczyni z nas idealnych pracowników. Dopiero, kiedy robimy to, co kochamy, mamy szansę osiągnąć stan flow, w którym rzeczy niemożliwe stają się możliwe. A kiedy praca jest naszą pasją? Kiedy między innymi mamy ku niej odpowiednie kompetencje miękkie.

Kompetencje miękkie

O istocie kompetencji miękkich w kontekście pracy pisaliśmy już wielokrotnie. Warto jednak powtórzyć to jeszcze raz. Każdy z nas posiada odmienne predyspozycje psychologiczne, a w związku z tym nie każdy (mimo posiadanego wykształcenia w danej dziedzinie), na każde stanowisko się nadaje. Może się bowiem okazać, że osoba mniej doświadczona, wręcz przeciętna, sprawdzi się dużo lepiej w kontakcie z klientem czy na stanowisku kierowniczym, niż wybitny specjalista, który ukończył studia z wyróżnieniem, wygrał wiele konkursów, a dodatkowo robi doktorat. Przewaga tej pierwszej osoby może tkwić właśnie w kompetencjach miękkich, np. lepszym radzeniu sobie ze stresem, wysokiej inteligencji emocjonalnej, asertywności, kreatywności i otwartości umysłu. Przytoczona sytuacja, mimo że teoretyczna, zdarza się bardzo często w realnym życiu. Pomyślmy, ile pieniędzy mogłaby zaoszczędzić dana firma (niewłaściwe decyzje personalne generują duże koszty), gdyby kompetencje miękkie były brane pod uwagę podczas procesu rekrutacyjnego tak samo jak „papier”. Potraficie sobie wyobrazić ile to by zmieniło, gdyby takie praktyki były czymś powszechnym?

Zanim zapiszesz się na kolejny kurs dla papieru

Decyzję dotyczącą kolejnego kursu lub szkolenia, warto więc poprzedzić identyfikacją swoich zasobów. Pomoże nam to upewnić się, że to, co chcemy robić, rzeczywiście jest zgodne z naszymi predyspozycjami psychologicznymi. Przykładowo, wysoko reaktywnemu introwertykowi o niskich kompetencjach społecznych odradzilibyśmy szkołę trenerską przygotowująca do prowadzenia szkoleń. Dlaczego? Ponieważ kontakt z ludźmi jest bodźcem niezwykle stymulującym – dla osoby wysoko reaktywnej będzie to ponad jej optimum, co spowoduje dyskomfort psychologiczny. Barierą może też być introwertyzm, będący cechą osobowości, charakteryzującą osoby o niskim zaangażowaniu w kontakty interpersonalne, ceniące samotność, zdystansowane. Także niskie kompetencje społeczne, czyli to, jak radzimy sobie w interakcjach społecznych, może stanowić tutaj przeszkodę. Jednak taka osoba prawdopodobnie świetnie sprawdzi się w pisaniu poradników, książek, artykułów, kursów online – ponieważ czynności te będzie wykonywała efektywnie w domowym zaciszu. Jak możemy zatem zidentyfikować swoje predyspozycje psychologiczne? Korzystając między innymi z psychodiagnostyki (dlaczego warto piszemy tu), a więc wypełniając testy i kwestionariusze psychologiczne u specjalisty, który następnie zinterpretuje nasze wyniki.

Jakie możemy wyciągnąć wnioski?

Takie, że papier niekoniecznie oznacza, że dana osoba jest odpowiednim kandydatem na dane stanowisko. Przecież każdy z nas w swoim otoczeniu może znaleźć wielu „specjalistów” bez żadnych kursów – np. żonę gotującą jak masterchef, ale mogąca pomorzyć o byciu szefem kuchni w restauracji (o ile sama jej nie otworzy), bo nie ma za sobą ani szkoły gastronomicznej, ani doświadczenia w tej branży lub kuzyna psychologa, przed którym otwierają się ludzie, ponieważ naprawdę potrafi im pomóc – ale pracy w żadnej prywatnej poradni raczej nie dostanie, bo nie jest terapeutą po czteroletniej szkole (na którą go po prostu nie stać). Takie przykłady można mnożyć.

Mamy nadzieję, że współczesny świat w końcu otrząśnie się z gorączkowego wyścigu po każdy świstek papieru z każdego możliwego kursu, konferencji, warsztatu… i przestanie traktować papier, jako jedyną miarę wartości człowieka. Jedyne, co możemy zrobić, to być świadomi własnych zasobów i przekłuwać je w sukces, a także decyzję o pracy na swoim. To dużo lepsze rozwiązanie, niż czekać, aż ktoś w końcu doceni nasz potencjał.